ROZKOSZNY, ŚWIĘTY SPOKÓJ

Po wczorajszych emocjach i generalnie dość intensywnych ostatnich dniach marzył mi się święty spokój.

Przeczytałam mini poradnik Kasi. Wiedziałam, że jest tam kilka perełek. Znowu w moich myślach walka dwóch osiłków: jedź, zwiedzaj, to ostatni dzień na Krecie, szkoda tracić czasu, to są super atrakcje – tak mówił jeden, miałaś odpoczywać, nie robić nic, wyluzować – tak mówił drugi. Fakt był jeden: atrakcje Krety raczej nie uciekną, a relaksu i spokoju mogę doznać teraz i tutaj.

Poszłam do Kasi i mówię, że potrzebuję wyjazdu, w ciszę i spokój maksymalnie 15 minut jazdy samochodem. Kasia się uśmiechnęła i wytłumaczyła jam mam dojechać do plaży, którą ona polecała.

Po śniadaniu spakowałam nas i pojechałyśmy. Zaczęłyśmy jechać ostro w górę, Mała M. prawie od razu zasnęła – super! – mogę się zatrzymywać na robienie zdjęć. Zamiast 15 minut jechałam 30 J, ale było warto. Niesamowite widoki, coraz bardziej zaczynała mi się podobać ta część Krety.

Uważnie patrzyłam na znaki. Kasia mówiła, że w pewnym momencie będą dwa znaki: jeden po angielsku – reklamujący restaurację, drugi w języku greckim, pokazujący kierunek zjazdu do tawerny prowadzonej przez Greków. Zaczęłam zjeżdżać w dół, dość stromo. Kasia mówiła, żeby jechać ostrożnie, bo nagle będzie zjazd już do tawerny. Będzie brama, a później taka piaskowa droga. Stanęłam przy czymś co wydawało mi się tym zjazdem, ale zobaczyłam rozwalającą  się bramę i ostry zjazd w dół po bardzo piaskowo- kamienistej drodze, bardzo wąskiej. Zwątpiłam, zadzwoniłam do Kasi, która powiedziała, że to właśnie ta droga, a za zakrętem będzie dużo miejsca, następne zakręty i parking. Jakoś nie chciało mi się wierzyć, no ale musiałam zaufać lokalsowi. Zaczęłam zjeżdżać, bardzo powoli i bardzo ostrożnie. Przyznam trochę panikowałam. Ale faktycznie zakręt był ogromny i miejsca bardzo dużo. Zrobiłam jeszcze parę fotek z góry, bo widok był niesamowity i zjechałam na parking.

Wypakowałam cały nasz plażowy dobytek i poszłam w stronę tawerny.

To było coś niezwykłego i cudownego. Wchodzimy tak jakby w prywatny teren przy plaży, po lewej stroni:  materace położone na paletach a nad nimi daszki chroniące od słońca, po prawej stornie tawerna w stylu jamajskim, palmy i kolorowe gadżety. Stoliki z cudownym widokiem na morze, powiew wiatru. Poczułam się jak w magicznym, niezwykłym świecie. Dokładnie tego mi było dzisiaj trzeba! Dziękuję Ci Kasiu!

Najpierw obeszłam teren, żeby sprawdzić dokładnie co nas czeka. Tawerna była nad plażą. Plaża choć nie należała do najpiękniejszych na Krecie, dla mnie była najlepsza. Nieduża i można powiedzieć prywatna. Tylko kilkoro turystów. Nie trzeba walczyć o miejsce, bo miejsca jest pod dostatkiem. Byłam zachwycona, nie mogłam sobie wymarzyć lepszego zakończenia pobytu na Krecie. Od razu napisałam sms-a do  Kasi: „ To był strzał w 10! O takim miejscu marzyłam”.

Najpierw pomyślałam o Małej M. – nie miałam już słoiczków, czyli żadnego konkretnego posiłku, który powinna zjeść raz dziennie. Wybrałam najbardziej urokliwy dla mnie stolik. Usiadłyśmy, podeszła do nas właścicielka z zapytaniem co chcę zamówić. Dla siebie zamówiłam kreteńskie przysmaki (tak naprawdę to nie wiedziałam co) i zapytałam czy byłaby możliwość ugotowania zupy chociażby z ziemniaków i marchewki dla córeczki. Pani powiedziała, że nie ma problemu, tylko musimy chwilę poczekać. Z kolei czas dla nas nie był problemem. Mała M. jeszcze nie oznajmiała głodu.  Rozkoszowałam się chłodnym wiatrem, słońcem, szumiącym morzem. Było cudownie. Relaks na całego.

Za niedługą chwilę dostałam sok z melona i arbuza i dwie sałatki, które zamówiłam. Za dłuższą chwilę Mała M. dostała wielką miseczkę zupy warzywnej, zasmakowałam – była przepyszna, właścicielka dodała kilka warzyw i oliwę z oliwek. Niestety córeczka jeszcze nie była nastroju do jedzenia. Teraz miała ważniejsze zajęcia rozglądała się na prawo i lewo w poszukiwaniu nowych dla siebie atrakcji.

Zjadłam swoje dania. Posiedziałam jeszcze chwilę i postanowiłam zejść na plażę. Chciałam zapłacić, ale dziewczyna powiedziała, że jak wrócę. Poprosiłam ją też o  przechowanie zupy na później. Oczywiście nie było problemu. Oczywiście też na zakończenie posiłku dostałam słodycz i owoc, alkoholu nie chciałam, choć oni nalegali. Uwielbiam te ich tradycje 🙂

Zejście na plażę z tym ciężkim wózkiem to było bardzo ciężkie wyzwanie, no ale poddać się nie mogłam. Przecież to luksusowa, kameralna plaża, nie muszę walczyć o każdy jej centymetr, wręcz przeciwnie mogłam wybierać gdzie się rozłożymy.

Tyle się napociłam, żeby znieść Małą M. wózek i nasze rzeczy, ale niestety okazało się, że córeczka boi się szumu fal, które dość mocno dawały się we znaki. Posiedziałyśmy trochę i zdecydowałam się wrócić na górę. Tym razem najpierw zaniosłam M.z jej wielkim wozem, poprosiłam parę siedzącą w tawernie, żeby jej popilnowali i zeszłam po resztę dobytku. Żałowałam jednego, że nie zauważyłam, że w tej tawernie jest wszystko co jest na plażę potrzebne, nawet parasole, gdybym go miała może zostałybyśmy dłużej.

Znowu poszukałam jakiegoś uroczego stolika i zasiadłyśmy z Małą M. do dalszej konsumpcji. Poprosiłam o zupę dla córeczki i świeże ryby, które poleciła mi Kasia i ten pyszny sok z melona i arbuza.

Zjadłyśmy wszystko ze smakiem. Po obiedzie przeniosłyśmy się na łóżko, żeby odpocząć. Jak tylko się ułożyłyśmy – nie do leżenia, bo Mała M. była w nastroju do zabawy, nie spania, właścicielka przyniosła słodki poczęstunek – to u nich tradycja, trzeba zjeść.

Przyznam, że zawsze marzyłam o restauracji gdzie będzie możliwość odpoczynku po posiłku. Na Krecie spełniłam swoje marzenie!!!

Leniuchowałyśmy więc. Do tawerny przyjechała para Niemców, którzy też mieszkali w tym samym hotelu co my. Porozmawialiśmy chwilę. Po jakimś czasie postanowiłam wracać do hotelu. Zapytałam ile mam zapłacić za te całodzienne pyszności, Pani pomyślała i podziała 15€. Jakież było moje zdziwienie, byłam nastawiona na co najmniej dwa razy więcej.  Ucięłyśmy z Panią bardzo miłą pogawędkę. Myślę, że cena była podyktowana tym, że jestem z Małą M., dla nich dzieci to świętość.

Zaczęłyśmy jechać do naszego samochodu, a później do hotelu.

Spędziłyśmy  w tawernie  i na plaży około 5 godzin. To był cudowny czas.

Po powrocie dziękowałam Kasi za tą rekomendację. Trzeba słuchać lokalsów oni najlepiej wiedzą co, gdzie i jak.

Takie klimaty uwielbiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *