MATKA PASJONATKA I WARIATKA.

Nie wiem czy Ty tak masz, ale jeśli ja sobie coś wymyślę i postanowię zrobić, kupić, zjeść, obejrzeć, to choćby się waliło i paliło  i tak to zrobię. Prędzej czy później. Zazwyczaj prędzej, prawie już. Czasami zastanowię się i przemyślę chwilę.  Prawie zawsze wykonuję natychmiast.

Pod koniec grudnia, kiedy nowe oferty mojego biura pojawiły się na stronie, wiedziałam że w sierpniu 2018 ruszymy na krótki, lecz dosyć intensywny trekking  po rumuńskich górach.

Dwa razy już porwałam się żeby zdobyć szczyt Wielkiej Brytanii Ben Nevis – bez kondycji, bez żadnego przygotowania. Oczywiście było cudownie, lecz ciężko. Tym razem postanowiłam solidnie się przygotować do wyjazdu do Rumunii.

Był jednak jeden malutki problem.  Jak już dobie pomyślałam, że będę chodziła, to chodzić chciałam już. Tuż  po Świętach Bożego Narodzenia  obmyślę plan działania i  w styczniu ruszamy! Tak ruszamy, bo na treking  zaprosiłam moją 16sto miesięczną córeczkę – Michalinę. Ponieważ ona uwielbia przebywać z mamą, bez mrugnięcia oka się zgodziła.

Moi najbliżsi nie byli tak zafascynowani tym pomysłem, chłodzili mój zapał. Warunki zimowe, nieodpowiednia pogoda i przygotowanie. Szalona, a przede wszystkim nieodpowiedzialna zachcianka – miałam wrażenie, że tak myślą.

Postanowiłam wybadać grunt.

Zadzwoniłam do koleżanki, która wraz z mężem i dziećmi chodzi po górach. Uspokoiła mnie i zachęciła do wypraw, podała sporo cennych wskazówek, podzielała mój entuzjazm i zapał.

Zaczęłam przeglądać mapy, blogi, informacje. Jak zacząć, gdzie pójść, jak się do tego zabrać, jak przygotować – miałam miliard pytań.

Z pomocą przyszła kolejna koleżanka, która też góry dobrze zna. Powiedziała żebym zapisała się do grupy Beskidomaniaków na facebooku i tam poszukała inspiracji/informacji. Tak też zrobiłam.

Za każdym razem jak pojawiał się jakiś post czytałam, oglądałam cudowne zdjęcia, napalałam się i frustrowałam, że   nie mogę pójść.

Sama się nie odważę (gdybym nie szła z Michaliną to nie ma problemu), a nikt nie chciał ze mną pójść (bo zima i nieodpowiednie warunki), dramat.

Pewnego razu na Beskidomaniakach pojawił się post Magdy – mamy 12stomiesięcznej  i 5 letniej dziewczynki. Pokazała zdjęcia z młodszą córeczką z wyprawy w góry. Byłam tak podekscytowana i przestraszona, że post szybko zniknie wśród innych , że od razu napisałam do niej widomość z tysiącem zapytań. Magda bardzo chętnie odpowiadała. W końcu napisała, że jak mam ochotę mogę się z nią wybrać kiedyś. Zapytała tylko kiedy chciałabym? Napisałam choćby już J. I tak za kilka dni stanęłyśmy we czwórkę na Stożku (978m) jednym ze szczytów W Beskidzie Śląskim.

Przyznam, byłam wniebowzięta, że Magda chce nas ze sobą zabrać. Jest pasjonatką gór, co było słychać kiedy się wspinałyśmy. Dobrze też wiedziała jak trzeba się przygotować i jak wędruje się po górach z małym dzieckiem.

Nie martwiłam się problemami jakie mogą nas napotkać, ponieważ Magda była troskliwa i bardzo wyrozumiała, a przede wszystkim doświadczona.

Wzięła dla mnie raki, które bardzo się przydały, a dla Michaliny słodką niespodziankę, co nie tylko Michalinę, bardzo pozytywnie zaskoczyło.

Wspinaczka była krótka (około godziny), ale dla mnie dość intensywna. Z Michaliną na plecach, pod górę, z nieodpowiednim ubraniem, bez przygotowania, w deszczu, nawet tak krótkie wejście okazało się sporym wyzwaniem.

Nagrodą jednak była przerwa w schronisku. Herbata, żurek i szarlotka. Michalina zapoznała się z wszystkimi gośćmi schroniska, trochę pobiegała, pogadała i zmęczyła.

My się zregenerowałyśmy i razem z Magdą stwierdziłyśmy, że nadajemy się do wspólnego chodzenia.

Bardzo się z  tego powodu ucieszyłam, ponieważ chciałabym zacząć na poważnie chodzić po górach.

Załapałam bakcyla i mam nadzieję, że Miśka też kiedyś go załapie!

To był wspaniale spędzony dzień. Nawet zła pogoda i fatalna widoczność nie popsuły nam frajdy wędrowania.

Przebieram już nogami i nie mogę doczekać się kolejnej wyprawy.

Maga już podała miejsce i monitoruje pogodę. Mam nadzieję, że uda nam się niebawem wdrapać na kolejny szczyt.

Już się nie mogę doczekać.

Pozdrawiam

Justyna

 

Odpowiedź do artykułu “MATKA PASJONATKA I WARIATKA.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *