Oszczędzaj na jedzeniu podczas podróży, ale jedz dobrze.

Uwielbiam różne smaki, przyprawy, potrawy, nowe kulinarne wyzwania. Dla mnie dobry wyjazd wiąże się ze smakowaniem lokalnych przysmaków. Wiąże się to czasami z dość dużymi wydatkami.

Podam Wam kilka wskazówek jak oszczędzać na jedzeniu, a jednocześnie korzystać z lokalnych przysmaków, dobrych restauracji. I nie będzie to artykuł z serii: zabierz kilka konserw, ogórki i jak najwięcej polskich produktów. O zgrozo! Broń się tego jak ognia! Jedziesz do innego kraju, smakuj innych potraw, zatęsknij za schabowym, gołąbkami i za czym tam sobie zatęsknić zechcesz, jedno jest pewne wszystko będzie lepiej smakowało po powrocie (choć ja tam wolę eksperymentować w kuchni, a na dobre, polskie jedzenie jadę do mamci :).

  1. Staraj zamawiać się zakwaterowanie tam gdzie w cenie wliczone jest śniadanie, a jeśli go nie będzie skorzystaj z lokalnej piekarni lub kawiarni. Zakupy w piekarni będą na pewno tańsze niż zjedzenie śniadania w restauracji, a smakowanie produktów w niej zakupionych będzie niezwykłym kulinarnym doznaniem, bo któż z nas nie lubi zapachu świeżo pieczonego chleba, czy smaku świeżej drożdżówki? Podczas naszych zeszłorocznych wakacji udaliśmy się na śniadanie do jednej z lokalnych piekarni, która pachniała, oj jak pachniała różnymi wypiekami. Dodatkowo w kawiarni były stoliki przy których można było zjeść śniadanie i wypić pyszną kawę. Pamiętam, jak byliśmy zaskoczeni jak dostaliśmy rachunek. Niecałe 3 Euro za dwie osoby: dwie kawy i kilka świeżych słodkich bułeczek. Pychota!
  2. Zrób swój własny lunch pakiet. My zazwyczaj lunche jemy na jakiejś skale z widokiem na wodę, w parku, przy punkcie widokowym. Wystarczy rano pójść  do piekarni, kupić bułki, w sklepie kupić lokalną szynkę, ser (po 4 plasterki, po co więcej?), do tego jakiś owoc, no i jak nie jesteśmy akurat na żadnej diecie coś słodkiego. Do tego woda lub sok. Za kilka Euro mamy pyszny lunch, świeży, w klimatycznym miejscu i syty. Ostatnio też wozimy ze sobą nasz ukochany termos (na reszcie, dostaliśmy go pod choinkę kilka lat temu (sami go zresztą zamówiliśmy) jednak często przyozdabiał naszą kuchenną szafkę. Postanowiliśmy teraz inaczej. Gorąca kawa lub herbata w drodze, w tedy akurat jak mi się jej chce, nie muszę szukać parkingu, miejsca, kawiarni mam swój termos. Zapytasz ale skąd kawa?herbata?cukier?Całkiem trafne pytanie. Akurat do mojego bagażu zawsze pakuję kilka torebek herbaty, trochę kawy i cukier w saszetkach – bardzo się to wszystko przydaje. Jeśli śpimy w apartamencie, lub pensjonacie gdzie do dyspozycji mamy kuchnię, nie tracimy zbędnych pieniędzy na kupno całej paczki kawy, herbaty i kilograma cukru, bo i tak później musielibyśmy zostawić to…gdzieś. Mamy swoje maleńkie zapasy 🙂
  3. Jeśli jednak uważasz, że nie będziesz się bawił/a w skauta i żadnych kanapek przygotowywać nie będziesz, a tym bardziej o zgrozo!, wozić ze sobą termosu, pamiętaj, że większość restauracji, barów stosuje tzw. „Lunch Dnia”  czyli dobre jedzonko za niedużą cenę. Wchodząc do lokalu zapytaj o takie menu. One są często dodatkowe, nie w głównej karcie. Sprawdzaj czy są jakieś oferty dnia. W mojej ukochanej Wielkiej Brytanii mam taką jedną sieciówkę, gdzie codziennie jest inna oferta, tanio, na prawdę tanio i w miarę dobrze, no ale to Wielka Brytania więc i jak jest dobrze to  warto korzystać. Pamiętaj również o tzw. „Happy Hours” – konkretne godziny, konkretny dzień = taniej.
  4. Jeśli jednak uważasz się za skauta, lub co najmniej za osobę, która kocha gotowanie, możesz wynająć lokum gdzie jest kuchnia i możliwość gotowania i ugotować coś dla siebie i ewentualnie dla osoby, z którą podróżujesz. Jednak są pewne „haczyki”: musisz kupić litr oliwy, kilogram czegoś tam, duże opakowanie czegoś innego… i tak tego nie zużyjesz. Wydasz sporo pieniędzy, czy to się kalkuluje? Ja tak czasami robię, ale jak wiem, że zostaję długo w jednym miejscu, jak jestem z większą grupą (to się baaardzo opłaca), no ale przede wszystkim jeśli wiem jakie są lokalne przysmaki i umiem je przyrządzać. Żadna prowizorka, a schabowego na pewno nie będzie!
  5. Zaopatrz się w małe przekąski: owoce, orzechy, chrupki, jakieś batoniki itp. Te rzeczy będą zbawieniem, jak dopadnie Cię głód, Ty nie masz nawet pogromcy głodu DANIO, gorzej nie masz nic! Szukasz jak najszybciej miejsca, które może zaspokoić Twoją potrzebę. Znajdujesz, prawie za późno. I co dalej? Pożerasz wszystko i to nie tylko wzrokiem :). Kupujesz, zamawiasz, jesz, jesz i jesz. Zanim dotrze informacja do Twojego mózgu, że już dosyć, Ty masz przeciążony żołądek i odciążony portfel. Szkoda! Wystarczyło mieć tylko małą przekąskę za kilka eurocentów, penów, lub złotych.
  6. A teraz przechodzimy do tego co TYGRYSKI lubią najbardziej, czyli dobrego, lokalnego jedzenia. Jeśli zjadłam śniadanie w hotelu, lub lokalnej piekarni, jeśli zrobiłam sobie sama lunch boxa, mam teraz mnóstwo (no może nie fortunę) pieniędzy na dobrą kolację. No ale co, gdzie i jak? Przede wszystkim nigdy na głównych turystycznych ulicach! Unikaj ich jak ognia – będzie drogo i fast-foodowo, a tego nie chcesz, w końcu nie po to tyle oszczędzałeś/aś. Jednak zawsze tam gdzie są lokalsi. Nie ważne, że nie znasz języka. Nie ważne, że menu nie jest po Polsku, ani po Angielsku. Zobacz gdzie oni jedzą i też tam skieruj swoje kroki. Gwarantuję, że będziesz zadowolony/a. Im dalej od turystycznych atrakcji, miejsc, tym lepiej. A jak zamówić skoro nie znam języka. Przygotuj się – ja zawsze przed wyjazdem sprawdzam jakie są lokalne potrawy, notuję w telefonie komórkowym i później to zamawiam to co jest przysmakiem w danym miejscu. Mam też w telefonie tłumacza na różne języki (wiem, wiem Ty też zapewne masz, ale ja go wykorzystuję, a Ty?). Jednak jeśli już nie wiem co i jak i z czym to zamawiam na czuja. Na wspomnianych już Azorach (które były kulinarnym rajem) poszliśmy do lokalnej restauracji, menu było po angielsku, jednak nie wszystko rozumiałam. W menu było napisane Morcela – wyraz bardzo podobny to polskiej Makreli? Prawda? Angielskiej zresztą też 🙂 tak mi się wydawało. Zamówiłam, podali mi 5 czarnych kulek, w smaku w ogóle nie przypominających makreli, pomimo tego, że bardzo chciałam wyczuć tam jej smak. Zjadłam. Wróciłam do pensjonatu i wyszukałam w internecie co to jest ta Morcela – okazało się, że to krwawa kiełbaska – no cóż nie było złe i przeżyłam :). Warto też przed samym wyjazdem poszukać informacji w internecie gdzie są polecane restauracje czy bary. Przecież na pewno już ktoś był w tym miejscu przed nami i może coś dobrego polecić. My często wypożyczamy samochód i w pod wieczór zajeżdżamy do jakieś mniej znanej miejscowości lub wioski, gdzie są tylko lokalsi, a oprócz nich dobre i niedrogie lokale.
  7. Często też korzystamy z takich cudów natury jak lokalne targi ze świeżą żywnością. Kupujemy trochę oliwek, sera, szynki, owoców i mamy zapas na kilka dni. Poza tym ja na takich tagach mogłabym spędzić pół dnia. Uwielbiam te kolory, zapachy, pokłady świeżych ziół, tony owoców i warzyw! Cudowności!
  8. Na koniec jedno ostrzeżenie. Jeśli chcesz zaoszczędzić na jedzeniu, a później dobrze zjeść pamiętaj o takim miejscu jak lotnisko. Pomiń czytanie jeśli chcesz płacić duże pieniądze za kawę lub przekąski. Będąc na kilkunastu lotniskach w Europie wiem, zresztą nie tylko ja, jak droga potrafi być woda, kawa, kanapka zakupiona na lotnisku. Rekordy w cenie kawy biją polskie lotniska, ostatnio za espresso na lotnisku Chopina w Warszawie zapłacił mój ukochany 19zł, ja stwierdziłam, że wystarczy mi tylko woda, która i tak kosztowała 7zł za 500ml. Wiadomo, że żadnych płynów do picia przenieść nie możesz kiedy miniesz ochronę, ale czy musi to być kawa za 19zł, lub kanapka za 15zł. Jesteście we dwoje? Policz ile dobrych rzeczy możesz kupić w kraju, do którego zmierzasz.

 

To są moje sposoby na dobre i niedrogie jedzenie. Dodasz coś od siebie?

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *