Podaruj sobie odrobinę luksusu.

Tak się zastanawiam co w dzisiejszych czasach podlega pod kategorię luksusu? Super wypasione auto? Ciuchy z modnej kolekcji? Piękny apartament? Czy może wakacje w najdalszych zakątkach świata? Patrzę, obserwuję, czytam, słucham i wnioskuję, że te rzeczy można łatwo nabyć, zakupić, stać się ich właścicielem. Więc co jest bardziej luksusowego niż te dobra?

Znowu patrzę, słucham, czytam i obserwuję i wyciągam jeden, jedyny i mój subiektywny wniosek. To czego ludzie teraz najbardziej pożądają, czego nie mogą kupić, nabyć, zdobić, o czym marzą i myślą to jest czas. Czas na odpoczynek, lenistwo, relaks. W tym zabieganym świecie, marzymy o chwili wytchnienia, ale zawsze trzeba jeszcze coś zrobić do pracy, wziąć dodatkowe nadgodziny, dyżur, zlecenie. Nie teraz, nie jutro, nie za tydzień. Rośnie frustracja, a marzenie o czasie na relaks odlatuje jak suchy liść na wietrze.

Wydaje mi się, że ten czas na relaks to dzisiaj towar luksusowy.

Nigdy nie byłam zwolennikiem pracy ponad wszystko, nigdy nie pracowałam 7 dni w tygodniu po 16 godzin.

Jednak ostatnio czas płynie niebłaganie szybko, coraz więcej obowiązków i rzeczy do zrobienia. Gdzieś tak wymarzony czas na relaks ucieka.

Jednak staramy się nie zapominać o swoich pragnieniach i potrzebach. Jak tylko nasza córeczka przeistoczyła się ze strachliwego noworodka w radosnego i pogodnego niemowlaka staramy się wychodzić, wyjeżdżać, robić krótkie wypady. A teraz właśnie jesteśmy po luksusowym wyjeździe niedaleko naszego miejsca zamieszkania, ulubionej Stryszawy.

Pewnie myślicie, że byliśmy w pięciogwiazdkowym SPA, pełnym luksusu i przepychu, że jesteśmy po masie zabiegów relaksacyjno-regenerujących, drogim winie podanym do naszego pokoju?

Otóż nasz luksus wyglądał inaczej. Wspaniali znajomi, spokojna agroturystyka, domowe jedzenie, odkrywanie nowych smaków, i lenistwo. Nigdzie się nie śpieszyliśmy, nigdzie nie musieliśmy być. Niczego nie musieliśmy zwiedzić i „zaliczyć”. O taki lusus dbała Ewa, nasza dobra znajoma, nawet jak w mojej głowie powstała myśl: „A może jednak, gdzieś….(zboczenia zawodowe), nawet nie zdążyłam jej dokończyć :), bo kochana Ewcia szybko rozwiała moje czarne myśli.

Późne śniadanie, luźne, albo i nie luźne 🙂 rozmowy, miła atmosfera i sympatyczna gospodyni. Uspokojenie natłoku myśli. Zapomnienie o obowiązkach i tym co będzie jutro, czy po weekendzie. Koncentracja na tym co jest teraz.

Jeśli masz ochotę na odrobinę takiego luksusu to moja dla Ciebie inspiracja:

  1. Jeśli wiesz, że potrzebujesz chwili wytchnienie, a jednocześnie wiesz, że masz dużo pracy, obowiązków, nie masz za dużo pieniędzy, czy czasu, odrzuć te wszystkie rozpraszacze i ZADECYDUJ: wyjeżdżam.
  2. Znajdź fajne miejsce: może to będzie luksusowy hotel, klimatyczny pensjonat, czy kameralna agroturystyka? Poszukaj i zarezerwuj nocleg na weekend.
  3. Zadaj sobie pytanie: Co chciałbyś/abyś robić podczas weekendu żeby wypocząć, zrelaksować się?: zabiegi SPA, spać, leżeć, leniuchować, oglądać filmy, masaż, dobre jedzenie itp.
  4. Poczekaj na weekend i wyjedź. Podaruj sobie ten lusus i NIE RÓB NIC czego nie chcesz robić, nie  bierz laptopa, tabletu. Nie sprawdzaj poczty i na nią nie odpisuj. Nie wymyślaj kolejnych atrakcji, które musisz zobaczyć. Jeśli chcesz leżeć leż, nawet cały weekend. Wiem, że to może być trudne, ale uwierz mi dasz radę 🙂 jak mi się udało nic nie zwiedzać i żyję 🙂 to Tobie tym bardziej.

 

A to krótki opis jak minął nam ten weekend:

Umówiliśmy się ze znajomymi, że jedziemy odpoczywać. Tym razem nie do hotelu (jakoś ostatnio jak mała M. pojawiła się na świecie stronię, od wielkich hoteli, zresztą od dawna wolę kameralne, klimatyczne zakwaterowanie), a do kameralnej agroturystyki.

Wybrałam miejsce, które znamy i lubimy  – Stryszawę, koło Suchej Beskidzkiej. Szybko wyszukałam noclegu, który wydawał się spełniać nasze oczekiwania, tym razem padło na:

Agroturystyka Seroczyński

Agroturystyka kameralna, czyste pokoje, duże z balkonami i pięknym widokiem. Przemiła i troskliwa gospodyni. Polecam.

Zamówiliśmy pokoje ze śniadaniem i grillem. Niezależnie od tego jaka będzie pogoda, postanowiliśmy poglillować :).

Nic nie planowaliśmy, nie szukaliśmy co jeszcze w okolicy można zobaczyć, zwiedzić.

Zależało nam na wypoczynku i odwiedzinach naszej ukochanej restauracji w Suchej Beskidzkiej ” Restauracji Szafran”.

Nasi znajomi przyjechali do Suchej Beskidzkiej kilka godzin wcześniej niż my. Ewa wyszukała wiadomości o innych niż „Szafran” polecanych miejscach z dobrym jedzeniem.

Zobaczcie jaką perełkę znalazła:

Mowa o tej niebieskiej smażalni ryb   ” U Rekina”. Zapewne nigdy byście do niej nie weszli. Jednak  Ewa wyczytała, że jest polecana, więc postanowili zaryzykować.

Wnętrze wyglądało tak:

Rewelacji nie ma. Ale tu nie chodzi o piękne wnętrze, ale o dobre jedzenie. Weszli, spróbowali, posłuchali miejscowych, pobyli trochę w tej beskidzkiej atmosferze i zachwycali się śledziem po japońsku i lokalnym „fish&chips”. Oczywiście po ich opowieściach to był jedyny punkt „must be” na sobotę.

Najciekawsze było to, że Pani obsługująca pomimo tego, że wczoraj ani Ewy ani Piotra nie widziała, wiedziała, że byli i po chwili rozmowy opowiadała o beskidzkich klimatach, o rodzinnym interesie, który kwitnie od 25 lat.

To tutaj zjedliśmy pyszne śledzie po japońsku, rybę z frytkami i popijaliśmy oranżadę.   Spotkaliśmy kilku lokalsów i poczuliśmy ich klimat. Super miejsce, super obsługa i super jedzenie. Jak będziecie w Suchej koniecznie do nich zajrzyjcie i nie ważne, że lokal zarówno z zewnątrz jak i wewnątrz wygląda mało ciekawie. Ja to znam z moich podróży po Europie, że czasami najgorzej wyglądające miejsca mają niesamowity klimat i bardzo dobre jedzenie.

A ceny! Bardzo niskie jak za takie dobre i świeże jedzenie.

To oto nasz japończyk i ryby z frytkami:

Po tej niebywałej atrakcji wróciliśmy do agroturystyki bo mieliśmy zaległe leżenie i odpoczywanie.

Późnym popołudniem nasza gospodyni zrobiła smacznego grilla, a wieczorem po prostu rozmawialiśmy, rozmawialiśmy i jeszcze raz rozmawialiśmy – ON LINE, nie przez fb 🙂 serio tak można!!!

A nasza mała M. (ma teraz prawie 6 miesięcy), zakochała się w wujkach, nowe miejsce w ogóle jej nie przeszkadzało, świetnie się z nami bawiła i pozwoliła nam bawić.

W niedzielę leniwie wstaliśmy na śniadanie, a po 12 wykwaterowaliśmy się.

Poszliśmy na spacer po okolicy i to na co czekaliśmy cały weekend.

Wizyta w naszej najbardziej ukochanej w Polsce restauracji „Szafran” w Suchej Beskidzkiej. Niestety nie mają ani strony, ani fanpage na facebooku.  Wyobrażacie sobie, że można funkcjonować w dzisiejszym świecie bez tych dwóch rzeczy??? Otóż można i to bardzo dobrze. Pani Matra  i jej mąż prowadzą rodzinną restaurację. Cudowna atmosfera, a o smakach nie wspomnę. Cokolwiek nie zamówicie będzie super. O Szafranie trzeba napisać kolejny artykuł. Ja tylko dodam, że czasami zdzwaniamy się ze znajomymi  jedziemy tam na niedzielny obiad, jeszcze nikt nigdy się nie zawiódł, a każdy wraca.

To było dobre zwieńczenie tego luksusowego weekendu. Nie piszę co jadłam, wszystko było pyszne, ale tym deserem się podzielę, niebo w gębie mej było przez kilka dobrych chwil 🙂

Wróciłam wypoczęta i ze świeżym umysłem.

To był na prawdę udany weekend!

Czy stać Cię na taki luksus?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *